poniedziałek, 14 listopada 2016

Buraczki marynowane z papryką z przepisu Babci Zosi



Oprócz pakowania dobytku przed przeprowadzką, zajmuje się także przetwarzaniem ekologicznych warzyw i owoców z własnego ogródka. W tym roku najbardziej obrodziły buraczki i jabłka, więc trzeba było coś z nimi zrobić. Z buraczków zrobiłam sałatkę do słoików, a z jabłuszek jabłkowe chutney i szarlotkę która znikła bardzo szybka.

Chętnie podzielę się z wami przepisem na sałatkę buraczkową, jeżeli ktoś chciałby także przepis na chutney to niech śmiało pisze.

Na sałatkę buraczkową potrzebujemy:

około 2 kilogramów buraczków


3 papryki

3 cebule

Przepis na zalewę podawałam już kiedyś tutaj. Zalewa jest taka sama jak na paprykę marynowaną Babci Zosi.



Buraczki myjemy, gotujemy i obieramy ze skórki,







Myjemy, oczyszczamy i kroimy paprykę i cebulę.
buraczki kroimy w dużą kostkę, mieszamy z pozostałymi warzywami.








Przygotowujemy zalewę a warzywa wkładamy do przygotowanych wcześniej słoików. Zalewamy warzywka gorącą zalewą, zakręcamy słoiki. Wstawiamy słoiki do garnka z wodą i gotujemy przez około 10-15 minut. Zostawiamy do wystygnięcia.
Nasza buraczkowa sałatka jest gotowa.
 Polecam.




A tu jeszcze jabłkowe chutney



Uciekam do dalszego pakowania, bo jeszcze dużo przede mną.


pozdrawiam was serdecznie

Margaritka




czwartek, 10 listopada 2016

Co robimy w wolnym czasie.




Dawno mnie tutaj nie było. Ostatnio czas mija mi szybciej (a może mi się tylko tak wydaje). W każdym bądź razie jest już 10 listopada. Zanim się obejrzymy zostanie kilka dni do świąt Bożego Narodzenia. Powoli szykujemy się do przeprowadzki. Powoli to właściwie słowo, bo powinnam już zacząć pakowanie, ale jakoś mi trudno się do tego zabrać. Gdzieś czytałam że przeprowadzka to jedno z bardziej traumatycznych przeżyć dla niektórych ludzi. Może dla niektórych tak, ale nie dla nas. My przeprowadzamy się średnio co kilka lat. Najdłużej w jednym miejscu mieszkaliśmy przez trzy lata. Już nawet nie pamiętam ile razy się przeprowadzałam w swoim dorosłym życiu (bo w dzieciństwie tylko raz). Dla naszych dzieci przeprowadzki to też już chyba tzw. chleb powszedni. Nie widać po nich, aby się stresowali, raczej się cieszą. Na szczęście nie wyprowadzamy się daleko, dlatego też nie będą musieli zmieniać szkół, przynajmniej na razie.

A wy drodzy czytelnicy lubicie się przeprowadzać czy raczej wolicie osiąść w jednym miejscu? Ja osobiście lubię urządzać sobie wszystko od nowa i za każdym razem jest ta ekscytacja. Jest okazja do tego aby kupić sobie coś nowego, bo stare meble już się zużyły i nie przetrwają podczas przewożenia ich w nowe miejsce. Nikt nie wie, czy tym razem zatrzymamy się w naszym nowym domu na dłużej, czas pokaże. Póki co umilamy sobie z chłopakami wolny czas różnymi kreatywnymi zajęciami. Popatrzcie sami.




Szyjemy poduszkę przytulankę w kształcie jabłuszka.






Po co kupować jak można zrobić sobie swoją własną, wyjątkową, taką której nikt nie ma.
Na drugi dzień mój synek przyprowadził kolegę i szyliśmy poduszkę dla niego.
Na trzeci dzień przyprowadził koleżanki, ale dziewczyny nie były zainteresowane szyciem, tylko bieganiem po domu.



Zbieramy stikeez, małe stworki które można było kupować w sklepie lidl.




Bawimy się szybkim piaskiem (po angielsku quick sand), nie wiem jaki jest odpowiednik nazwy tego produktu po Polsku. Jest to coś podobnego do ciastoliny tylko jest bardziej sypkie tak jak piasek. Dziecko może się tym zająć przez długi czas, dopóki się nie znudzi, tylko niestety przy okazji zabawy można trochę nabrudzić.




  Wymyślamy różne wegetariańskie potrawy dla naszego nastoletniego wegeterianina.
Tutaj kotley z kuskusu i warzyw.




Szyjemy poduchę, posłanie dla naszego pupila.




Tworzymy dinosaury z gipsu.




Gramy w monopol. Ta gra potrafi zainteresować graczy przez długi czas (oczywiście w zależności od wieku gracza).
Pies już się trochę znudził chyba jeszcze jest za młody.




Robimy pizzę domową, swoją drogą bardzo dobrą, mimo tego że wygląda niepozornie. W myśl przysłowia "Nie oceniaj książki po okładce".





Oczywiście wychodzimy też na spacerki





i na plac zabaw.




Nacieszamy się (wiem nie ma takiego słowa, sama je storzyłam na potrzeby tego co chce wyrazić)  na zapas malutkimi gośćmi którzy nas odwiedzili.


Jak widać trochę się u nas dzieje, nie wszystko się da sfotografować i ująć w słowa. Jedno jest pewne nie nudzimy się.


z pozdrowieniami

Margaritka